poniedziałek, 27 sierpnia 2012

III :D

... Po chwili byłyśmy w szkole bo Paul oczywiście nie zna Kodeksu Drogowego. Sama nie wiem kto mu dał prawo jazdy, ale gdyby nie on to byśmy się spóźniły i to grubo. Brat Katniss nie mógł na nas poczekać, bo musiał się jeszcze spakować, gdyż on lubi robić wszystko na ostatnią chwilę. Najpierw Paul chciał mieszkać sam, ale mój tata mu zaproponował, że dopóki nie znajdzie pracy i nie uzbiera na porządne mieszkanie będzie mieszkał u nas. Mój chłopak (Jezu jak to dziwnie brzmi)  będzie od września studiował na Londyńskiej uczelni coś w stylu polskiego ASP ( Akademii Sztuk Pięknych) na kierunku "Rysunek i Fotografia". Chociaż mógłby iść na coś związanego z muzyką, bo moim zdaniem jego talent przechodzi ludzkie pojęcie. Nie wiem czemu nie zgłosił się do X- Factor'a czy do Mam Talent... Dobra nieważne. Udałyśmy się z klasą do auli. Przemowa dyrektora i oficjalne pożegnanie klas III trwało tylko godzinę. Potem jeszcze rozdanie świadectw w klasach, nagród, prezentów i kwiatów dla pani, no i oczywiście pożegnanie ze znajomymi. Wzięłam aparat więc się uwieczniło kilka zdjęć z tymi kochanymi przygłupami. I pora była się zbierać. Oczywiście obiecaliśmy sobie, że będziemy do siebie pisać i że nie zaniedbamy kontaktu. Sama chciałabym w to wierzyć ale jakoś było mi ciężko. Ja na pewno nie będę zaniedbywać, ale nie wiem czy reszta po pewnym czasie nie będzie miała naszej klasy w dupie... Po zakończeniu tego wszystkiego stwierdziłyśmy z Katniss, że wrócimy pieszo. W końcu ruch to zdrowie ! Po drodze ostatni raz zaszłyśmy do naszej ukochanej lodziarni. Nie będzie nas przecież już tak długo w Polsce. Najszybciej planujemy na święta do rodziny przylecieć. Dobra wracając do lodów to ja wzięłam 2 gałki sorbetu malinowego a Kat 2 gałki czekoladowych. Wracając z lodziarni rozmawiałyśmy o naszym nowym życiu w Londynie. Z językiem nie było problemu, bo obie biegle mówiłyśmy po angielski. U mnie od małego było tak, że w szkole i poza domem po polsku a w domu tylko po angielsku. Tata jest w połowie Anglikiem więc szkolił mnie odkąd tylko nauczyłam się dobrze mówić. U przyjaciółki było podobnie tylko że ona chodziła na różne kursy. Poza tym możemy się jeszcze pochwalić że znamy dobrze francuski i hiszpański. Oczywiście nasza rozmowa musiała też zejść na temat chłopaków.
- Wyobraź sobie, tylu wspaniałych, przystojnych i seksownych Anglików czeka na nas a ty musiałaś się związać z moim bratem.
- Oj, ale nie zapominaj że to jest luźny związek którego główną zasadą jest: " Jeżeli ktoś ci się spodoba dla tej osoby jesteś wolny/a, ale uprzedź też swojego partnera o tym."
- Wiesz co czasami zazdroszczę Ci tego "związku na naszych zasadach."
- No przydaje się, ale to nie jest ta "jedyna prawdziwa miłość" chociaż kto wie...- nie dokończyłam bo Kat mi przerwała.
- Ej wyobraź sobie spotkać chłopaków z One Direction !
- Ooo nie a ty znowu o nich ! Na miłość boską kocham Cię, ale nie mów o nich. Wiem, że zabiłabyś za te loczki Harrego czy śmiech Niall'a czy może jeszcze poczucie humoru Louisa i tak dalej i tak dalej... Będziesz mi mogła truć dupę o nich w Londynie ale daj mi się nacieszyć ostatnimi chwilami w Polsce okej ?- zaśmiałam się i wróciłam do jedzenia sorbetu, a przyjaciółka i tak mimo moich próśb dalej nawijała o nich... Katniss ich kochała. Może nie tak bardzo żeby być Directioner ale dla niej to było jak zakochanie się w pięknym i mega przystojnym chłopaku z plaży. Dla mnie to nie było to samo ale nie będę się o nich wypowiadać bo ich nie znam. Dla mnie to są chłopaki którzy osiągnęli sukces. W końcu po długim spacerze wróciłyśmy do domu. Zdjęłam buty i wzięłam je w rękę. Nie chcę nabrudzić cioci w domu a muszę spakować je do walizki. Gdy już dostałam się do mojego królestwa rzuciłam się na łóżko zamykając oczy. Nawet nie zdałam sobie sprawy, że mam gościa w pokoju. Mianowicie był nim Paul, który siedząc w fotelu "przykolegował" się do mojego laptopa.
- Skarbie masz swoje laptopa, a od mojego z łaski swojej się odpiernicz okej ?- spojrzałam się z wymuszonym uśmiechem. On się tym nie przejął i dalej coś patrzył zaciekle. W pewnym momencie miałam wątpliwości czy mój chłopak w ogóle mruga. Postanowiłam odciągnąć jego uwagę od mojego laptopa. Wstałam z łóżka i stanęłam za Paul'em składając co chwilę pocałunki na jego wspaniale pachnącej szyi. On tylko coś mruczał pod nosem i dalej oglądał oferty pracy w Londynie. Nie przerywałam czynności i dalej muskałam ustami lecz teraz nie tylko szyję ale i brodę, kąciki ust, policzki, nos jednak z marnym skutkiem. Zasmuciło mnie to, ale dałam mu spokój i wróciłam do leżenia na łóżku. Wyciągnęłam spod poduszki Ipoda i puściłam piosenkę Sean'a McConnell'a- Madly In Love With You. Ledwo dojechałam do połowy piosenki a poczułam muśnięcia na ramieniu idące coraz wyżej aż doszły do mojej szyi. Paul'owi chyba się już znudziło buszowanie po moim laptopie. Jednak ja pozostałam nieugięta i dalej słuchałam pięknej melodii. Chciałam żeby ktoś mi kiedyś zaśpiewał tą piosenkę. Chciałam usłyszeć od ukochanej osoby słowa "... Cause I madly in love with you.." Upierdliwy Paul dalej nie dawał za wygraną. Przewrócił mnie na plecy i usiadł okrakiem na moim podbrzuszu. Jego usta ciągle składały pocałunki na mojej szyi. Miałam wielką ochotę oddać te wszystkie całusy, ale mój charakter mi nie pozwalał. Chłopak nie przerywał czynności, wyciągnął mi słuchawki z uszu i rzucił moim Ipodem gdzieś dalej na łóżko.
- Ooo nie mój drogi ja ci nie przerywałam w taki chamski sposób tego co...- nie dane mi było dokończyć bo Paul wpił się w moje usta. Już miałam dość oporów i z przyjemnością  oddałam się czynności. Nasze języki jednak w ostateczności Paul wygrał. Pocałunek z każdą chwilą stawał się coraz bardziej intensywny. Moje ręce krążyły po jego plecach zaś ręce chłopaka starały się wyciągnąć bokserkę ze spódniczki.(Koszuli pozbyłam się jak wchodziłam do pokoju.) Po chwili mu się to udało a ja nie byłam dłużna i też pozbawiłam go górnej części ubioru. Chwilę później ja byłam w samej bieliźnie a on miał na sobie jeszcze spodnie. Gdy moje ręce powędrowały do zapięcia spodni a jego na zapięcie od mojego stanika zaczęło mi się strasznie kręcić w głowie. " Co jest do cholery ?!" pomyślałam. Moje ręce opadły na łóżko a usta oderwały się od ust Paul'a. Zamknęłam oczy w celu zniwelowania zawrotów.
- Ej małpko co się dzieje ? Zbladłaś strasznie wszystko okej ?- spytał zaniepokojony
- Tak tak, po prostu kręci mi się w głowie...
- Może sobie odpuścimy co? Nie chcę żebyś podczas seksu ze mną straciła przytomność bo jestem taki dobry- uśmiechnął się łobuzersko
- Hahaha a jaki skromny do tego ! Gdyby nie to że mi się kręci w głowie za ten tekst dawno byś oberwał jak i za " małpkę" - zaśmiałam się i Paul również. Zszedł ze mnie i położył się obok mnie. Nawet nie zauważyłam jak zmorzył mnie sen... Śniła mi się dobrze mi znana mała dziewczynka która miała może pół roku. Leżała w łóżeczku pod oknem na brzuszku i patrzyła swoimi dużymi oczami...
Poczułam jak ktoś mną delikatnie potrząsa. Niechętnie otworzyłam oczy. Tym kimś kto przerwał mój sen był Paul. Chciałam się do spytać czemu nie daje mi spać, ale zaczął mówić pierwszy.
- Wybacz skarbie,że Cię budzę, ale za godzinę ruszamy a pomyślałem, że będziesz chciała wziąć prysznic i coś zjeść przed lotem.
- Ooo jesteś kochany. Dziękuje. - cmoknęłam go w usta i wstałam. Wolałam nikomu nie mówić o moim śnie, bo jeszcze nie wszystkie rany w moim sercu się zagoiły i wolałam ich nie rozdrapywać. Skierowałam się do łazienki biorąc po drodze wcześniej przygotowane ubrania czyli ciemne jeansowe rurki, białą bokserkę z napisem " I'm gonna live my life...", czarny zapinany sweterek i parę białych skarpetek "stopek". W łazience wzięłam szybki prysznic. Po wytarciu i ubraniu się trzeba było ogarnąć twarz. Włosy związałam w luźnego koka i poprawiłam tylko moją grzywkę prostownicą bo grzywka ścięta na bok powinna być prosta a nie lokowana. Na rzęsy nałożyłam tusz i ukryłam korektorem lekkie worki pod oczami.Wróciłam do pokoju a tam doznałam szoku. Łóżko było idealnie pościelone, mój Ipod leżał na laptopie spakowanym do futerału. Mokre ubrania z rana jak i walizki zniknęły z pokoju. Została tylko torebka w której był telefon, kosmetyczka, aparat i jakieś pierdoły. Dopakowałam tylko do niej Ipoda, na nogi wsunęłam białe Conversy. Zabrałam laptopa i torebkę i wyszłam żegnając mój stary pokój. Na zegarze na piętrze było widać godzinę 15:01. " No musimy się pośpieszyć" pomyślałam. W salonie nikogo nie było, na stoliku zauważyłam karteczkę. Podniosłam ją i zaczęłam czytać na głos.
" Drodzy Alex i Paul'u. 
My musieliśmy jeszcze pojechać do centrum coś załatwić. Katniss pojechała z nami bo chciała się jeszcze z kimś pożegnać. Zabraliśmy wasze bagaże (poza tymi co mieliście w pokojach). Spotkamy się wszyscy na lotnisku. Nie spóźnijcie się !!


Ps. Olu zadzwoń do taty i uprzedź go,że jedziecie niedługo na lotnisko. 
Ps II. Paul zrób coś Oli do jedzenia bo nic nie jadła. To jest rozkaz. !! 

Buziaki , xx !"

- Zostawili nas, nie ładnie tak co nie ?- powiedział Paul tuż przy moim uchu przez co się strasznie wystraszyłam. 
- Idioto chcesz żebym zawału dostała ?!?! Dobrze wiesz, że łatwo mnie wystraszyć... 
- Oj no przepraszam. Mam nadzieje, że się na mnie nie gniewasz ? 
- Nie ,ale nie rób tak więcej okej ?
- Spoko postaram się, a teraz chodź wykonam moje zadanie i zrobię Ci coś do jedzenia. 
Poszliśmy do kuchni, a tam przywitała nas prawie pusta lodówka. Prawie bo stał tam tylko kartonik soku marchewkowego. Wzięłam i wypiłam go, bo co innego mi zostało. Później sprawdziliśmy jeszcze raz dokładnie czy wszystko zostało wzięte. Po dogłębnej kontroli ruszyliśmy do taksówki, która już na nas czekała by zawieść mnie i mojego chłopaka na lotnisko. Paul wziął ode mnie futerał z laptopem i schował do swojej torby. Gdy spytałam po co mu ta torba to powiedział, że nie wszystkie rzeczy mu się zmieściły do 2 walizek. Zaśmiałam się tylko pod nosem . W brzuchu mi zaburczało... No tak przecież nie jadłam nic od 2 dni (byłam tak zabiegana przygotowaniami ż nie chciało mi się jeść i jechałam na samych sokach i innych napojach). " Dobra za 4 h będę u taty i tam coś zjem" pomyślałam i przypomniało mi się że miałam do niego zadzwonić i powiedzieć o której będziemy. Wyciągnęłam z torby telefon i wybrałam numer. Odebrał po 3 sygnałach. Jego głos nic a nic się nie zmienił przez te 2 lata.
- Daniel Scott, can I help you ?
- Nie no ładnie się witasz z córką, nie powiem...
- Ooo cześć Olu. Coś się stało ? A właśnie skoro dzwonisz, o której jutro będziecie ? Żebym wiedział, o której po was przyjechać na lotnisko. 
- Tato my przylatujemy dzisiaj ! Przecież Ci tydzień temu przypominałam, że lot mamy 29 czerwca o 16:30...
- Kurczę zupełnie wyleciało mi z głowy, byłem święcie przekonany, że jutro przylatujecie. No nic...
-Odbierzesz nas z lotniska ?
- Tak postaram się wyrwać z pracy i was odebrać. 
- Okej dobrze. My będziemy koło 18:30. Nie zapomnij proszę.
- Postaram się nie zapomnieć. Do zobaczenia. Kocham Cię córeczko.
- Cie też. Papa
Po zakończeniu rozmowy wsiedliśmy z Paul'em do taksówki i ruszyliśmy na lotnisko. Ostatni raz spojrzałam na mój dom. "Będzie mi tego brakować" pojedyncza łza popłynęła mi po policzku. Brat Kat to zauważył i starł mi ją uśmiechając się ciepło do mnie. Nie rozmawialiśmy podczas drogi, ale szczerze mówiąc ta cisz nam nie przeszkadzałam. Ja weszłam na Twitter'a w telefonie. Poprzeglądałam tweet'y gwiazd. Sama napisałam:
" No to zaczynamy nowy rozdział w życiu. Czy lepszy czy gorszy czas pokaże. Ale najważniejsze, że z ukochanymi osobami. 
Goodbye Poland !" 

Po chwili dostałam odpowiedzi z pytaniem od znajomych gdzie lecę. Odpisałam, że do najważniejszej osoby w moim życiu i nie chodzi i o chłopaka, bo on siedzi koło mnie. Po 40 minutach byliśmy w końcu na lotnisku. Tam opowiedziałam reszcie jak to kochany tatuś zapomniał, że dzisiaj już będziemy w Londynie. Śmiali się wniebogłosy z "trwałej" pamięci mojego ojczulka. Później nadszedł czas na pożegnania. Oczywiście rozpłakałam się jak bóbr. Wyściskałam ciocię Ewelinę i wujka Tomasza. Obiecaliśmy, że będziemy dzwonić i mówić co u nas. Potem nastał czas by lecieć. Po odprawie wsiedliśmy na pokład. Zajęłam swoje miejsce pod oknem. Obok mnie siedział Paul a trzecie miejsce zajęła Katniss. Naprzeciwko nas siedział młody chłopak( gdzieś w moim wieku), kobieta i mała dziewczynka- na oko 6-letnia. Mała była śliczna.Jej włosy były koloru miedzianego i gdzieniegdzie przebijały się brązowe pasemka. Najbardziej moją uwagę przykuły oczy dziewczynki- były tak brązowe, że aż prawie czarne. Patrząc w nie człowiek dosłownie tonął. Moje podziwianie urody 6-latki przerwał komunikat o zapięciu pasów, bo startowaliśmy. Gdy już byliśmy "wolni" od pasów wyciągnęłam aparat, zaczęłam robić zdjęcia krajobrazu. Miałam piękny widok na panoramę Krakowa przy przygotowującym się do zachodu słońcu. Zrobiłam też zdjęcie telefonem i dodałam na TT z podpisem : " It's not time to say Goodbye Poland, it's time to say See you soon Poland and Hello London !" Zablokowałam ekran w telefonie i spojrzałam na moich przyjaciół. Kat czytała książkę i słuchała muzyki. Paul tworzył nowe kompozycje z tym chłopakiem z naprzeciwka na syntezatorze w telefonie. " Ach ci muzycy. " Zauważyłam, że ta mała dziewczynka ciągle się na mnie patrzy. Też na nią spojrzałam i się uśmiechnęłam ciepło.
- Przepraszam mam coś na twarzy ? - spytałam śmiejąc się.
- Nie nie. Patrzę na Panią bo jest pani bardzo ładna, jak księżniczka- zatkało mnie totalnie a na mojej twarzy od razu pojawił się rumieniec.
- Dziękuję, ale ty jesteś ode mnie o wiele ładniejsza.
- Mogłabym zobaczyć jakie zdjęcia Pani zrobiła ?
- Pewnie, że tak. I mów mi Ola bo jestem za młoda na bycie "panią". A ty jak masz na imię królewno ?
- Jestem Amelia.
-No więc Amelio zapraszam do siebie na kolana na pokaz zdjęć- mała podeszła i wskoczyła mi na kolana. Zabrałam się za pokazywanie jej zdjęć. Najpierw tych dzisiejszych a potem z Wawelu i innych. Najbardziej śmiała się ze zdjęć z zakończenia roku, jak robiliśmy śmieszne miny.
- Bardzo ładne zdjęcia robisz. Mogłabyś mi też porobić ?
- Jasne - zaśmiałam się i zabrałam za fotografowanie małej. Tak zaczęła ganiać po całym samolocie ledwo zdążyłam zdjęcia robić. Później doszedł jej brat- nowo poznany kolega Paul'a, który starał się ją dogonić. Kupa śmiechu była.Gdy już ta miała dość usiadła mi na kolanach i przysnęła. Ja skorzystałam z okazji i zrobiłam jej jeszcze kilka ujęć. Później uchwyciłam chłopaków znowu coś tworzących, Katniss śpiącą z 3 tomem "Pamiętników Wampirów"na głowie.Odłożyłam aparat i sama nie wiem kiedy usnęłam po raz kolejny podziwiając urodę malutkiej istotki śpiącej na moich kolanach...
Znowu śnił mi się ten sen.Chyba powinnam o tym z kimś porozmawiać, w Polsce jeszcze była ciocia Ewelina a tutaj ? Mogłabym pogadać z Katniss...Hmm jeszcze o tym pomyślę, ale jak widzę tą dziecięcą buźkę czy piękny oczy i nie mogę tego dziecka przytulić to serce mi się kraje...
Obudziło mnie lekkie szturchanie. Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na złoczyńcę który nie daje mi spać. Znowu był to Paul... Chciałam się przeciągnąć, ale coś mi to uniemożliwiało. Spojrzałam w dół i zauważyłam przytuloną do mnie śpiącą Amelię. Mała była taka słodka.
- Wybacz, że znowu Cię budzę ale zaraz będzie komunikat o zapięciu pasów do zbliżamy się do Londynu. A właśnie użyczyłem sobie wcześniej twojego aparatu. Nie jesteś zła ?
- Nie, pewnie że nie jestem...- chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale mama Amelii weszła mi w słowo.
- Ja Cię najmocniej skarbie przepraszam za Amelkę- mówiła z niepokojem a ja się tylko uśmiechnęłam na znak że nic się nie stało takiego strasznego- Ona jak tylko zaśnie to tuli się do wszystkiego co popadnie.
- Ooo widzę że mamy coś wspólnego, bo ja też mam tendencje to tulenia się. Naprawdę nic się nie stało, szczerze mówiąc to nawet nie czułam żeby " małe coś" się do mnie przykleiło- zaśmiałam się. Pani Paulina - mama Amelki i Kamila( tak ma na imię nowy kolega Paul'a) zabrała małą na jej miejsce i zapięła ją pasem gdyż rozległ się komunikat o zapięciu pasów. Dowiedziałam się też że Kamil ma tyle samo lat co ja. Zaśmialiśmy się , wymieniliśmy numerami telefonów i pomyśleliśmy że może spotkamy się w tej samej szkole we wrześniu. Gdy już samolot wylądował i znaleźliśmy się z bagażami w hali odlotów pożegnaliśmy się z nowymi znajomymi ( Amelia nas wszystkich wyściskała i powiedziała że chciałaby nas jeszcze zobaczyć) i ruszyliśmy na poszukiwanie mojego taty. Nagle zauważyłam mężczyznę o kruczoczarnych włosach i przenikających niebieskich oczach. Był ubrany w ciemne dopasowane jeansy, białą koszulę z podwiniętymi do łokci rękawami i czarną kamizelką. Tak to jest Daniel Scott w 100 %. Rzuciłam bagaże i pobiegłam w jego stronę. On jak to zauważył zdążył tylko rozłożyć ramiona jak ja dosłownie wbiegłam w niego i się z całej siły wtuliłam. Staliśmy tak chwilę aż zauważyłam jak z mojego " wielkiego miśka" śmieje się 5 chłopaków. Jakoś znajomo wyglądali ale nie mogła skojarzyć skąd ich znam. Pokazałam im język a ci się jeszcze bardziej turlali ze śmiechu. Wkurwiłam się na totalnie i "pozdrowiłam" ich serdecznie środkowym palcem...





| No i mamy III rozdział. Tak jak postanowiłam jest dłuugi. Wszystkie notki z zeszytu zostały właśnie umieszczone( bo to opowiadanie prowadziłam w zeszycie wcześnie) i oczywiście dużo rzeczy pododawanych i pozmienianych . XD Mam maaaasę pomysłów na następne rozdziały, a ten zostawiam do oceny i liczę na komentarze ; *|

See you soon !
Wasza Alex ! 

4 komentarze:

  1. Hmmm ale długi O.o
    Szczerze to nadal nie podoba mi się ten pomysł z 1D .
    ALE ROZDZIAŁ SUPER ♥
    Czekam na następny .

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej! Super blog, no i oczywiście świetny rozdział ;)
    PS: Jakby ze mnie ktoś się śmiał też pozdrowiłabym ich środkowym palcem xD
    Pozdrawiam Ejzia- Asia :p

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny blog *.*
    Zapraszam do mnie <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń