Już jutro TEN dzień. Nie mogę się doczekać. 2 lata nie widziałam taty, ponieważ miał jakąś "superważną" ofertę pracy w Londynie i musiał praktycznie od razu się tam przeprowadzić. Ja przez ten czas mieszkałam i mieszkam nadal u mojej przyjaciółki Katniss. Nasze rodziny strasznie mocno się przyjaźnią. Rodzice już od czasów liceum jak się poznali. Poza tym jej rodzice to moi chrzestni. Od małego nauczyli nas by mówić do nich nawzajem "ciociu" i "wujku" tzn . ja do jej rodziców a oni (Kat i jej brat Paul) do mojego taty. Pewnie teraz się zastanawiasz co z moją mamą. Czy nie żyje ? Nie nie nic z tych rzeczy żyje (przynajmniej tak ostatnio tata mi mówił ) i chyba ma się dobrze. Czemu piszę chyba ? Bo tak naprawdę nie mam pojęcia co się z nią dzieje. Odeszła od nas gdy miałam 3-4 lata, więc nie mogłam zbytnio pamiętać jej. Szczerze mówiąc dobrze mi się żyło z tatą jak jeszcze mieszkał w Polsce i tak mogłoby zostać. Co prawda brakuje mi trochę mamy, bo tacie o wszystkim nie powiem. W porę jednak przyszła ciocia Ewelina (mama Kat i Paul'a). Jestem pewna, że teraz jakbym spotkała mamę, to powiedziałabym, że miło mi ją poznać i że rychło w czas doszło do tego spotkania i jeszcze, że jakby chciała coś naprawić w naszych relacjach itp. to odesłałabym ją z kwitkiem, że jest już za późno. Dobra dosyć ! Muszę się cieszyć, że zobaczę tatę a nie użalać się teraz nad matką która ma mnie w dupie... Chyba idę się przejść. Tak to jest dobry pomysł. Trochę świeżego powietrza jeszcze nikomu nie zaszkodziło..."
Zamknęłam pamiętnik i schowałam na samo dno do walizki. Spojrzałam na swój strój. Jeansowe spodenki, biała bokserka z sercem. "Może być, nie jest pewnie zimno" pomyślałam. Złapałam białą torbę ze znaczkiem Convers'a. Spakowałam do niej aparat, szkicownik i mały piórnik w wszystkimi ołówkami itp. i jeszcze Ipoda. Telefon w razie czegoś schowałam do kieszeni spodni. Wzięłam jeszcze ze sobą czerwoną bluzę na wypadek gdyby się zrobiło chłodniej. Zegar w moim pokoju pokazywał 19:30- czyli miałam tak spokojnie 2,5 h na spacer. Zeszłam na dół, w kuchni mama Kat coś pichciła. Wychyliłam tylko głowę zza rogu.
- Ciociu wychodzę.
- O nie zostaniesz na kolacji ?
- Nie nie, zjem jak wrócę - uśmiechnęłam się
- A gdzie idziesz jeżeli mogę wiedzieć ?
- Na spacer. Wiesz ostatnia noc w Krakowie, trzeba to wykorzystać.
- Okej okej. Tylko nie wracaj za późno. Nie lubię jak chodzicie po nocy sami po mieście. A i nie widziałaś może Katniss i Paul'a ?
- Dobrze będę uważać i nie będę długo. Nie widziałam. Kat może jest u siebie słucha muzyki a Paul poszedł do Emmy.
- Dobrze, nie zawracam ci już głowy. Baw się dobrze.
- To tylko spacer ale dziękuje.
W przedpokoju założyłam moje ukochane czerwone Conversy. Włożyłam słuchawki do uszu i puściłam pierwszą lepszą piosenkę. Okazała się to być piosenka One Direction - Na na na. Szłam tak słuchając muzyki. Po 25 minutach byłam na miejscu mianowicie na wzgórzu z wielkim drzewem. Wspięłam się na nie i usiadłam wygodnie na dużej gałęzi. Miałam stąd idealny widok na Wawel. Wyciągnęłam szkicownik i wzięłam się do roboty. Po około 2 godzinach miałam gotowy rysunek. Nawet się nie spostrzegłam jak zrobiło się trochę ciemno. Wszystkie latarnie dookoła Wawelu były pozapalane i odbijały się w tafli Wisły ( dop. aut. nie mam pojęcia czy Wawel jest umiejscowiony nad Wisłą jak byłam w Krakowie nie zwróciłam na to uwagi, a teraz z mojej głowie to tak pięknie wyglądało ). Wyciągnęłam aparat i porobiłam kilka zdjęć. Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Wyciągnęłam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz " Ciocia Ev".
- Tak słucham ?
- Gdzie jesteś ? Prosiłam żebyś nie była długo na dworze...
- Spokojnie. Jestem przy Wawelu. Która godzina ?
- 23:20 dlatego dzwonię, bo ani ciebie ani Paul'a nie ma w domu.
- Ojej to trochę się zasiedziałam. Będę za jakieś pół godziny i obiecuję będę wracała tamtędy gdzie jest pełno ludzi.
- Dobrze. Papa
- Pa -zablokowałam ekran i schowałam telefon do kieszeni. Czyli jednak rysowanie nie zajęło mi 2 godzin tylko prawie 3. Zeszłam z drzewa i skierowałam się w stronę domu. Szłam skrótami, czyli m.in. przez park czy przez jakieś zaułki. Wiem okłamałam ciocię, ale i tak nic mi się nie stanie a tak będę szybciej w domu bo jakbym szła przez centrum byłabym po 1,5 h w domu dopiero. Byłam właśnie przy końcu parku gdy nagle zobaczyłam grupkę chłopaków siedzących na ławce i pijących piwo. O tyle to był nie fart dla mnie gdyż musiałam minąć tą ławkę jeżeli chciałabym iść do domu. Albo to albo łażenie po drzewach, bo rosły obok siebie i kończyły się grubo za parkiem. Wolałam chyba chodzić po drzewcach niż zostać zgwałconą w ostatni mój dzień w PL Tak więc wspięłam się na drzewo i szłam po gałęziach.Dodam też że te gałęzie nieźle podrapały mnie po nogach i rękach bo miałam podwinięte rękawy bluzy do łokci i kaptur na głowie. Gdy byłam kawałek za ławką chłopaków jeden z nich nagle zaczął patrzeć w moją stronę. Słyszałam jak mówił do kolegów, że "coś" jest na drzewie. Oni tylko na szczęście go wyśmiali i pili dalej. Na mojej ulicy zeszłam nieźle podrapana z drzewa. Kawałek już podbiegłam, bo kątem oka zauważyłam jak jakaś grupka wychodzi z parku. Przekraczając drzwi domu zderzyłam się z Paul'em.
-Ej młoda co ty robisz ? Uważaj trochę.
- No w końcu dzieciaki jesteście. Martwiłam się o was - powiedziała ciocia stając w progu u wejścia do salonu- Alex, kto Cię tak podrapał ?! Co się stało ?!- krzyknęła a chłopak zrobił wielkie oczy
- Nic się nie stało ... - opowiedziałam im historię z tymi chłopakami a Paul się tylko na końcu zaśmiał
- Oj małpko małpko kiedyś do zoo trafisz- poczochrał mnie po włosach.
- Dobra ja idę się położyć, bo jutro trzeba rano wstać- powiedziałam ziewając
- A kolacja ?
- Nie jestem głodna, dobranoc.
- Dobranoc słońce dobranoc.
- Taa branoc małpko.
Już nawet nie miałam siły się odgryźć. Weszłam do pokoju złapałam jakiekolwiek ciuchy i poszłam pod prysznic. Później tylko spakowałam ubrania do walizki i rzuciłam się na łóżko i od razu odpłynęłam w objęcia Morfeusza. Tej nocy śniła mi się para pięknych zielono-niebieskich oczu...
No i mamy prolog. :) Mam nadzieję że będzie się podobać. Liczę też na komentarze.
+ Chociaż że jesteś Szczecinianką to lubię Kraków i wyżej jest piękna fotografia Wawelu nocą.
See you soon !
Wasza Alex !

Mraaauuuu Paul ♥
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń