sobota, 19 października 2013

Rozdział VIII

W poprzednim odcinku:
'- Słodkich snów, piękna. 

Wyłączyłem laptopa, zdjąłem ubrania do bokserek i położyłem się do łóżka z myślą jak taka mała, niewinna dziewczyna poznana przeze mnie przez wypadek w parku mogła zawrócić moim światem zaledwie podczas kilku godzin rozmowy...'


***

Aleksa's POV 

Delikatne promienie łaskotały moją twarz wybudzając mnie z błogiego stanu. Bardzo powoli uchyliłam jedno oko i na usta wstąpił mi szeroki uśmiech. Słoneczny poranek w Londynie to jest to co chciałam zobaczyć. Uwielbiam te dni, gdy od samego rana czuję, że nic nie może zepsuć mojego dobrego humoru. A może to sprawka Louisa? Podszepnęła mi podświadomość. Sama nie wiem. Wczoraj mi się go tak miło słuchało. Najbardziej spodobało mi się w nim to, że nie wyciągał ze mnie informacji, tylko stwierdził, że powiem jak będę chciała. To jak chętnie mi opowiadał o swoim życiu, mimo, że pominął temat swojego źródła utrzymania. Olka, szczerze, to to Ci nie jest potrzebne do szczęścia, tylko z ciekawości chcesz wiedzieć..  Znowu mój mały klon miał rację. Wracając jednak do tematu. Gdy Louis mówił mi o tych wszystkich pierdołach (które wszystkie zapamiętałam jak najważniejszą informację w życiu) widziałam w jego oczach małe wesołe ogniki. Te oczy.. Mogłabym się o nich wypowiadać godzinami. Moje ciało nie chciało opuścić miękkiej pościeli. Jedyne co robiłam to wpatrywanie się w okno i podziwianie promieni słonecznych tańczących na podłodze mojego pokoju( tak wiem, to dziwne, nie musisz mówić). Nie mogłam pozbyć się uśmiechu z twarzy. To niedorzeczne, przecież mam chłopaka. Nie powinnam rozmyślać tak o jakimś nowo poznanym kolesiu! Ale przyznaj sama przed sobą- po co ty tak właściwie jesteś z Paul'em, który pewnie spytał się Ciebie czy będziecie razem dlatego, że dziewczyna z nim zerwała i musiał sobie jakoś 'zaleczyć' rany? Kurde, mały klon znowu ma rację.. Będę musiała o tym pogadać z Paul'em.. Jednak teraz nie czas o tym myśleć tylko pora wykorzystać taką śliczną pogodę! Podniosłam tyłek i się przeciągnęłam. Muszę przyznać, że leki przeciwbólowe jeszcze mnie trzymają, bo na razie nic mnie nie boli. Miejmy nadzieję, że utrzyma to się jeszcze długo. Weszłam do łazienki nadal z uśmiechem na ustach. Szybki prysznic i byłam świeża i gotowa na łapanie słońca. Narzuciłam na siebie satynowy, czerwony szlafroczek do połowy uda i wróciłam do pokoju. Włożyłam na siebie komplet granatowej bielizny i znowu szlafroczek. Sprawdziłam telefon, ale nic nowego się nie pojawiło. Usiadłam na pościeli i weszłam na Facebook'a. Prawie ciągle przewijały się wpisy o wakacjach i gdzie to ludzie nie jadą. Dałam kilka like'ów i przerzuciłam się na Twittera. Poczytałam trochę, odpisałam na kilka tweetów i sama napisałam: 'Witaj słoneczko! Wspaniały poranek w nowym domu. Oby dobry humor mnie nie opuszczał! xx' Zablokowała ekran i odrzuciłam telefon na kołdrę. Czas na śniadanie! I jak na zawołanie z mojego brzucha wydostało się głośnie burczenie. Zachichotałam sama do siebie i wyszłam z pokoju. W domu było cicho, za cicho. Spojrzałam na zegarek przy schodach i moje wątpliwości się rozwiały, gdyż była dopiero 9:26. Nie chcąc budzić przyjaciół zeszłam po cichutku ze schodów i ruszyłam do kuchni. Na stole stał kubek z resztką kawy, kawałek bajgla na talerzyku i niechlujnie złożona gazeta. Rzeczy te sprawił, że miałam pewność, iż tata był jednak na noc w domu. Jestem ciekawa czy uda mu się wziąć trochę wolnego i gdzieś ze mną pojechać. Może nad wodę, albo gdzieś za granicę.. Pomyślimy o tym później, a teraz jedzenie! Posprzątałam po ojcu i przygotowałam dla siebie szybką sałatkę, bo po wczorajszych ciastkach nie mogłam patrzeć na drożdżówki w chlebaku, i do tego szklankę soku mandarynkowego. Jest o wiele słodszy od pomarańczowego i jak tylko mam do wyboru te dwa to bez wątpienia wybiorę mandarynkowy! Przysiadłam przy stole i zajadałam moje śniadanie przeglądając gazety. Albo tata mnie zrozumiał w końcu albo Katniss przyniosła je tutaj, ale w gazetniku (nie wiem czy to się tak nazywa, lol) było Harper's Bazaar, Vogue i inne gazety modowe. Byłam w połowie artykułu o tegorocznym fashion week'u, który ma się niedługo odbyć, gdy do kuchni weszła zaspana Kat. Uśmiechnęłam się widząc jej roztrzepane włosy i piżamę w pandy, którą też mam, bo dostałyśmy je od Paul'a w zeszłe święta. Usiadła na krześle i starała się do końca otworzyć oczy. Z moich ust wydobył się chichot. Przyjaciółka tylko warknęła na mnie i spojrzała zabójczym wzrokiem na wpół otwartych oczu. 

- Dzień dobry słoneczko! Jak Ci się spało? - nabijałam się 

- Przestań się ze mnie śmiać. Wczoraj był maraton Silent Hill i zasnęłam jakoś koło 6 rano. 

- MARATON?! Czemu mi nie powiedziałaś!? Wiesz jak lubię ten film! 

- Bo gdy weszłam do pokoju to ty smacznie spałaś a rozładowany laptop prawie spadał z łóżka. Odłożyłam go i przekręciłam Cię na łóżku przykrywając kołdrą. Nie bądź zła, bo dzisiaj leci maraton REC'a a za tydzień jest nocny maraton Laleczki Chucky w kinie na który siłą Cię zaciągnę czy tego chcesz czy nie! 

- Okej dobra, przepraszam i dziękuję za wczoraj. No pewnie, że idziemy! Chcesz coś do picia? 

- Ej to też jest mój dom i mogę się sama obsłużyć, ale skoro już proponujesz to napiłabym się soku - wyszczerzyła się

- Mandarynkowy czy truskawkowy? 

- Truskawkowy. Zjem Ci trochę sałatki jeśli się nie obrazisz. 

- Jedz, jedz. Ja już i tak mam dość. Jakieś plany masz na dzisiaj? 

- Tak, widzę się z kuzynką. Wczoraj też się z nią widziałam i zaproponowała mi, że mogę pozować do jej nowej kolekcji młodzieżowej i jak chcę to mogę popracować w jej sklepie. Przepraszam, że nie mam dzisiaj czasu, ale obiecuję, że jutro skoczymy na zakupy! 

-Nie przepraszaj, idiotko! Cieszę się, że znalazłaś sobie taką pracę na wakacje! I cieszę się z sesji. Będziesz musiała mi pokazać zdjęcia koniecznie! Nie szkodzi, że nie masz czasu, ale na maraton masz być w domu, rozumiemy się?!

-Tak, mamo - zaśmiała się a ja do niej dołączyłam. Nalałam jej soku do szklanki i ruszyłam na górę się ubrać uprzednio odpowiadając na milion pytań o to jak się czuję. Wchodząc do pokoju zauważyłam, że faktycznie laptop, paczka z resztką ciastek i puste opakowania po kawie leżą na biurku. Sprzątnęłam kubki i wyrzuciłam ciastka w międzyczasie podłączając laptopa do ładowarki. Wyciągnęłam z komody biały kostium kąpielowy i przydużą koszulkę Chicago Bulls, która spadała mi z jednego ramienia i sięgała trochę ponad linię brzucha. Związałam włosy w wysokiego kucyka. Zabrałam ze sobą tablet, słuchawki, telefon, okulary przeciwsłoneczne, krem do opalania i zwykły egzemplarz Eric'a Emmanuela Shmidt'a 'Trucicielka'. Zamknęłam pokój i minęłam się z Katniss, która ubrana w letnią sukienkę w kwiaty i baleriny pędziła na spotkanie. Zamknęłam za nią drzwi i udałam się do ogrodu, zabierając po drodze karton soku z lodówki. Ułożyłam wszystkie rzeczy na stoliku a sama położyłam się, po ówczesnym posmarowaniu się kremem, na leżak. Cieszyłam się, że kupiłam etui do tabletu, dzięki której wygląda on jak większy netbook i może stać pionowo i nie ryzykując upadku na ziemię. Podłączyłam słuchawki do niego i włączyłam playlistę. Zrobiłam telefonem zdjęcie nóg z książką i w tle widać basen (tak wiem, to takie głupie) i wstawiłam na Instagram z dopiskiem 'Sunbathing all the timee! ♥' Odkładam telefon koło tabletu i zabieram się za czytanie. Miłe promienie słoneczne delikatnie muskają moje odkryte nogi i ramiona. Jestem w połowie trzeciego opowiadania gdy muzyka przestaje grać i w słuchawkach słyszę dźwięk połączenia ze skype'a. Zapomniałam, że mam go zainstalowanego i ciągle włączonego gdy tablet jest włączony. Spoglądam na ekran i na mojej buzi od razu pojawia się szeroki uśmiech. Bez zastanowienia odbieram włączając kamerkę i słyszę ten wspaniały baryton i widzę porażające niebieskie oczy, które wczoraj umiliły mi wieczór. 

- Cześć, piękna. 

- Hej, przystojniaku.

- Oh, przestań - śmieje się a ja razem z nim - Jak Ci mija ranek? 

- Stosunkowo dobrze. Gdy słońce świeci od razu jestem naładowana pozytywną energią. A ty nie powinieneś być w pracy teraz, kolego

- Mam dzisiaj i jutro wolne, koleżanko. A co porabiasz w słoneczny dzień? 

- A leżę na leżaczku i chwytam słoneczko, póki jest -uśmiecham się do niego. 

- Właśnie widzę, że eksponujesz pięknym ciałkiem, ale mi to nie przeszkadza w sumie, haha. 

- Louis! -rumienię się na jego słowa i staram się obciągnąć koszulkę jak tylko się da, na co on się znowu śmieje. Zaczyna mi opowiadać, że jest u rodziny w Doncaster w odwiedzinach i jutro rano wraca do Londynu. Trzeba się będzie z nim spotkać, dziewczyno! Nagle do ogrodu wchodzi Paul ubrany w bordowe spodenki do kolan i białą, obcisłą koszulkę bez rękawów i czarne vansy.

- Poczekaj chwilkę -mówię do Louisa a on niechętnie kiwa głową na co się uśmiecham- Cześć Paul. Co tak wcześnie wstałeś? 

- Hej, mała. Jestem umówiony z ludźmi z mojego roku na spotkanie. Wiesz chcemy się lepiej poznać przed studiami. A ty masz jakieś plany?

- Mówiłam, żebyś tak na mnie nie mówił też! O to fajnie. Katniss też poleciała na sesję a ja się opalam a potem może podjadę do taty do pracy i z nim pogadam. 

- Jak wrócę to idziemy na spacer,który Ci obiecałem, misiek.  

- Dobrze, a teraz leć już! - spojrzałam na Louisa i zauważyłam, jakby był lekko przygaszony albo może mi się zwyczajnie wydawało. 

- A co ty tam robisz, małpko? - szybko się przybliżył do mnie

- Rozmawiam i tak jakby przeszkadzasz, orangutanie

- Ouch, tylko mnie nie zabij, haha. Dobra lecę - cmoknął mnie szybko w policzek i już go nie było. Zaśmiałam się lekko pod nosem i odwróciłam z powrotem do błękitnookiego, który zaciekle patrzył coś na swoim telefonie. Zachichotałam delikatnie, jak zobaczyłam jak jego nosek się marszczy, gdy najwidoczniej nie mógł czegoś znaleźć. Na dźwięk jaki z siebie wydałam podniósł wzrok i lekko się uśmiechnął, tylko uśmiech ten nie sięgał oczu. 

- Co się tak śmiejesz, piękna

- Z twojej miny. Czego tak nie możesz znaleźć na swoim telefonie, może pomogę? 

- Nie trzeba. Chłopak już poszedł? -albo mi się wydawało albo w jego głosie była wyczuwalna zazdrość. Pewnie mi się zdawało. 

- A ty co? Zazdrosny? 

- Nie, skądże - uśmiechnął się - po prostu jestem ciekawy. No więc? 

- To trochę skomplikowane. To tak jakby trochę więcej jak przyjaciel. Wyjaśnię ci to kiedy indziej, proszę -zrobiłam minę szczeniaka na co Louis zaśmiał się. Nawet jego śmiech jest idealny, boże co za człowiek, ugh. Musiałam się zgodzić z małym klonem po raz trzeci dzisiejszego dnia. 

-Dobrze, dobrze. A teraz opowiedz mi co Cię przywiało na wyspy, bo mimo angielskiego nazwiska słyszę, że czasem akcent Ci się zmienia. 

- Skubany, dobry jesteś - zaśmiałam się - Masz rację, nie jestem stąd. Urodziłam się i wychowałam w Polsce. Moja mama to Polka a tata Brytyjczyk. Gdy byłam..- i tak zaczęłam opowiadać mu. Mówiłam o tym, że mieszkałam z Katniss i Paul'em, z którym wcześniej rozmawiałam. Opowiedziałam mu o wszystkim oprócz mamy. Nawet nie zauważyłam, że na dworze zrobiło się chłodno i słońce zaszło. Zawiał wiatr i na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Złapałam rzeczy i nie wyłączając skype'a weszłam do domu. Powiedziałam Lou, że teraz pozwiedzamy trochę dom, na co zaśmiał się po raz milionowy dzisiaj. Weszłam po schodach i ruszyłam do pokoju. Gdy już się w nim znalazłam położyłam tablet na łóżko razem z resztą rzeczy. Szybko zamknęłam okno, bo w pomieszczeniu zaczynało się robić zimno. Weszłam do garderoby, co było równoczesne z marudzeniem Louisa, że go zostawiam samego.  

- Nie przesadzaj! Muszę coś ubrać, bo się przeziębię! - nie słuchałam już tego co odpowiedział tylko z myślą o późniejszym wyjściu wzięłam czarne rurki, szarą bluzkę z długim rękawem, jeansową kurtkę i kremowy komin. Wyciągnęłam jeszcze z pudełka czarne oficerki. Ubrałam na siebie wszystko, tylko buty wzięłam w rękę, bo musiałam ubrać skarpetki, które były w komodzie w pokoju. Wyszłam z garderoby i zauważyłam, że Louis tym razem z kimś pisze. Ubrałam szybko skarpetki, podeszłam cichutko do łóżka i krzyknęłam.

- Buuu! 

- Jezu! - podskoczył w miejscu i spojrzał na mnie wkurzony - Nigdy więcej mnie tak nie strasz, czaisz!? Myślałem, że zawału dostanę! 

- Hahaha hahaha hahaha! 

- Dobra przestań rżeć! 

- Wybacz, nie mogłam się powstrzymać jak zobaczyłam twoją minę 

- Ślicznie wyglądasz - mówi spokojnie a ja się rumienię. Przestań! On tylko powiedział, że ładnie wyglądasz, co jest zresztą prawdą. 

- Dziękuję - stoję chwilę nie wiedząc co zrobić, aż w końcu siadam na łóżku i ubieram buty. Zawiązuję je lekko tak, by tylko  nóg nie spadły a pozostały luźne. Pochodzę do toaletki i siadam przy niej wyciągając przy okazji eyeliner i maskarę. Udaje mi się zrobić idealne kreski za pierwszym razem i już po chwili wstaję umalowana od toaletki. 

- A jeśli można wiedzieć, to gdzie się panienka wybiera? 

- Mam zamiar podjechać do taty do pracy. Chce z nim pogadać czy udało by mu się wziąć wolnego i gdzieś ze mną pojechać. W końcu mam wakacje i chciałabym je spędzić z ojcem, z którym widziałam się ostatni raz z święta dwa lata temu. Jakby nie patrzeć od września zaczynam szkołę średnią tutaj i pewnie nie będę mogła wyciągnąć nosa z książek.. 

- Nie przesadzaj. Nie będzie tak źle pewnie - uśmiechnął się puszczając mi oczko

- Możesz przestać się tak uśmiechać? Bo mam dziwne wrażenie, że śmiejesz się ze mnie.. - wydukałam i nie słuchałam odpowiedzi, bo postanowiłam napisać do taty i go uprzedzić, że będę.


Nadawca: Aleksa Smith 
Odbiorca: David Smith (Daddy x)
Data nadania: 3rd July 2013, 02:36 PM 

Hej, tatku! Nie będę Ci przeszkadzać jeśli wpadłabym do Ciebie tak teraz? x

Nie musiałam długo czekać, bo po chwili dostałam odpowiedź. 

Nadawca: David Smith (Daddy x)
Odbiorca: Aleksa Smith 
Data nadania: 3rd July 2013, 02:38 PM

Pewnie, że nie będziesz przeszkadzać. Ty nigdy. A coś się stało? 

Nadawca: Aleksa Smith 
Odbiorca: David Smith (Daddy x)
Data nadania: 3rd July 2013, 02:41 PM

Nie, wszystko ok. Tylko tak chciałam pogadać :) Wyślesz mi adres? 

Nadawca: David Smith (Daddy x) 
Odbiorca: Aleksa Smith 
Data nadania: 3rd July 2013, 02:43 PM

Art House Street 156. Czekam na Ciebie x 

Włożyłam telefon do małej torebeczki razem z iPodem i podręczną kosmetyczką. Zbliżyłam się do tabletu i spostrzegłam, że Louis obserwuje mój każdy krok. Przysiadłam na łóżku i zrobiłam smutną minkę. 

- Muszę Cię zostawić wiesz o tym? 

- Tak, niestety wiem - też udał smutnego, ale wyczułam jakby w jednej dziesiątej procenta był smutny. Albo Ci się znowu wydawało.. - Powiesz mi kiedy wrócisz, piękna? Mam nadzieję, że uda nam się jeszcze porozmawiać dzisiaj - uśmiech wstąpił na jego buzię

- Nie wiem kiedy wrócę, ale nie będzie to późno. Papa, trzymaj się, piękny - powtórzyłam jego kwestię i wysłałam szybkiego buziaka w powietrzu wyłączając urządzenie. Znowu wyciągnęłam telefon i wpisałam w GPS adres, który podał mi tata. Zauważając, że jest to kawałek od domu postanowiłam się jednak przejść. Zamknęłam dom na dwa razy i schowałam klucze. Znowu miałam do dziwne uczucie, ze ktoś mnie obserwuje, jednak zignorowałam je i ruszyłam przed siebie w rytmie piosenki Treasure Bruno Marsa...


***

Minęły nie całe dwa miesiące i jest rozdział! 
Można powiedzieć, że jestem z siebie dumna..
Mimo, iż moje chęci na dodawanie rozdziałów są coraz znikome.. 

Do zobaczenia za kolejne dwa miesiące!
/Mia.

A mnie czeka wspaniały weekend z ciepłą herbatką i starożytną Grecją.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz