sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział VII

W poprzednim odcinku:
"Schowałam telefon do kieszeni uprzednio zamawiając taksówkę do domu. Wyszłam przed budynek szpitala wkładając okulary przeciwsłoneczne, bo pogoda dzisiejszego dnia dopisywała. Po mniej niż 10 minutach pojawił się mój transport. Nie marząc o niczym innym, jak o wygodnym łóżku w domku wsiadłam do auta i podałam kierowcy adres. Została jeszcze ta sprawa z tym tajemniczym liścikiem..."

***

Wpatrywałam się tępo w przestrzeń za szybą taksówki czując jak zaczyna mnie boleć głowa. Mój umysł zaprzątała jedna mała sprawa, mianowicie co się stało z tym chłopakiem na którego 'wpadłam' i dzięki, któremu spędziłam upojne dwa dni w szpitalu. Też czujecie ten sarkazm? Może stwierdził, że nic się nie stało, że to moja wina i nie musi się przejmować tym co się ze mną stało. Jeżeli tak było to na prawdę zachowanie godne pogratulowania. Prawdziwy dżentelmen. Chyba dżentelmen za dychę.. Moje rozmyślanie przerwało delikatne potrząsanie. Spojrzałam w kierunku z którego dochodziło i zauważyłam, że kierowca się uśmiecha. Trochę go olałam, bo on podczas drogi próbował rozmawiać ze mną, a ja nawet nie słuchałam o czym on mówił. 

- Jesteśmy na miejscu panienko

-Oh, dziękuję i przepraszam- lekko się zarumieniłam 

- Nie ma sprawy- podałam taksówkarzowi pieniądze za kurs i szybko opuściłam pojazd. 

Słońce nadal dawało o sobie znać. Chyba położę się na ogródku i opalę się odrobinę- pomyślałam, jednak po chwili doszło do mnie, że się nie mam co opalać jak mam opatrunek na brzuchu. Mam tylko nadzieję, że będzie przez resztę wakacji piękna pogoda taka jak dzisiaj. Przeszłam przez furtkę i zmierzałam do domu po drodze szukając kluczy w torebce. Otwierając drzwi miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Obróciłam się o 180 stopni, ale nikogo podejrzanego nie zauważyłam poza rodziną z malutkim chłopczykiem przechodzącą koło mojej furtki. Maluch biegał i wymachiwał samolotem, który miał w rączce wydając z siebie dźwięki latania. Zaśmiałam się na ten widok. Przekroczyłam próg domu nasłuchując czy czasami kogoś nie ma, ale pomyliłam się. Przecież Katniss wraca wieczorem, Paul pewnie też, a tata ? Kto wie.. Pewnie jutro. Zabawne. Przeprowadziłam się z Polski tutaj, żeby być przy tacie a wyszło na to, że więcej się z nim mijam niż widuję.. Weszłam do domu zamykając uprzednio za sobą drzwi na zamek. Zdjęłam tylko Vans'y w przedpokoju i ruszyłam do mojego królestwa. Musiałam wziąć rozluźniającą kąpiel po tym wszystkim. Prawdą jest, że szpital ludziom nie służy. Czułam się okropnie mimo, że pobyt w szpitalu, który pamiętam to niecałe 2h rano, po moim wybudzeniu się. Wchodząc do pokoju rzuciłam gdzieś w kąt torbę i poszłam do łazienki po drodze zdejmując z siebie ubrania do bielizny. Puściłam wodę do wanny i dodałam olejku różanego. Rozwiązałam włosy i już bez okrycia zanurzyłam się w ciepłym raju. 

- Bez wątpienia tego mi brakowało -mruknęłam wyciągając się w wannie.
 Niestety nie mogłam pozwolić sobie na całkowity relaks, gdyż obolałe żebra dawały się we znaki. Po chwili dotarło do mnie, że nie wiem gdzie jeszcze gdzie jest apteczka co skutkuje tym, że nie mam bandaża żeby zakryć owe żebra po kąpieli. Dobra, pomyślę o tym później. Leżałam tak w wannie rozkoszując się ciepłem i zapachem roznoszącym się po całej łazience. 

***

Uczucie zimna przebiegło przez moje ciało i automatycznie otworzyłam oczy. Zdezorientowana rozejrzałam się po pomieszczeniu w jakim się znajdowałam. No tak..Łazienka. Brałam kąpiel i musiałam zasnąć.. Poruszyłam się w wannie i nie było to dobre posunięcie, bo woda była już kompletnie zimna. Najszybciej jak tylko mogła umyłam ciało i włosy. Wyskoczyłam szybko z wanny i owinęłam się białym puchowym ręcznikiem. Podeszłam do lustra i spojrzałam w odbicie. Nic specjalnego.. Rozczesałam włosy palcami i wróciłam do pokoju. W połowie drogi do garderoby zatrzymał mnie hałas z dołu. Przecież zamknęłam drzwi na zamek..  Najciszej jak tylko mogła ruszyłam na dół. Odgłosy dochodziły z kuchni. Niczym ninja stanęłam przy ścianie i biorąc głęboki wdech wyskoczyłam z ukrycia. 

- Kimkolwiek jesteś jeśli mnie zabijesz to zrobię Ci z życia takie Paranormal Activity, że będziesz błagał o śmierć !- krzyknęłam z zamkniętymi oczami

- Mi byś taki los zgotowała ? To może ja się poważnie zastanowię czy chcę z tobą mieszkać córeczko- otworzyłam oczy i zauważyłam tatę ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.

- Nigdy więcej mnie tak nie strasz okej ?! 

- Dobrze, tylko ja Ciebie nie wystraszyłem, ale widzę, że tą kwestię pominę. Jak się czujesz ? 

- Nadal jakby mnie czołg przejechał jednak lepiej cierpieć w domu niż w szpitalu

- Daj mi receptę to Ci ją wykupię jak znajdę chwilę.

- Okej zaraz Ci ją przyniosę tylko pozwolisz, że pójdę się ubrać.

- Tylko się pospiesz, bo zaraz muszę wracać do pracy, bo mnie wzywają- odparł lekko zniecierpliwiony

-Okej, okej. Już idę, nie denerwuj się tak tatku. 

- Nie denerwowałbym się gdybyś jednak zwiększyła swoje tempo

- Wiesz jak to się mówi, szczęśliwi czasu nie liczą- zaśmiałam się wchodząc po schodach. David coś jeszcze dodał, ale niestety nie dotarło to do moich uszu. Wróciłam do pokoju i wyciągnęłam z walizki, którą swoją drogą mogłabym już rozpakować, komplet czarnej bielizny, błękitne bawełniane spodenki i szara bokserkę z napisem 'My name is 'Better than you', bitch!' . Zapominając o bandażu, nie chcąc kazać dłużej czekać tacie szybko porwałam z torebki receptę i zbiegłam po schodach. Właśnie w przedpokoju ubierał marynarkę i wkładał telefon do kieszeni spodni. Zatrzymałam się dwa kroki przed nim i wyciągnęłam rękę z kawałkiem papieru. 

-Proszę bardzo. Mogę mieć do Ciebie jeszcze tylko jedno pytanie zanim wrócisz do pracy? 

- Dziękuję, tak jak mówiłem, wykupię Ci ją jak najszybciej mi się uda. Pewnie, o co chodzi?

- Gdzie w domu jest apteczka? Musiałam zdjąć ten szpitalny bandaż, bo brałam kąpiel, a teraz wolałabym jednak mieć świeży sobie. Wiesz, by unieruchomić żebra i te sprawy.

- Tak, tak, rozumiem. Apteczki są w każdej łazience w szafce pod lustrem i w kuchni obok zlewu. Jakbyś coś chciała jeszcze to jestem pod telefonem. 

- Okej.. To co? Miłej pracy?- spytałam z przekąsem. Tata tylko zaśmiał się i zrobił standardowy rodzicielski gest- pocałował mnie w czoło i pogłaskał po głowie. 

- Mam nadzieję, że będzie miła. Powinienem być koło 22 w domu. Trzymaj się córeczko- I tyle było po nim. Znowu zostałam sama. Zamknęłam drzwi jeszcze na dwa razy, by uniknąć nieproszonych gości. Nie mogąc wymyślić żadnego sposobu by spożytkować czas stwierdziłam, że mogłabym zwiedzić dokładnie dom, by nie musieć później czuć się głupio gdy nie będę wiedziała gdzie jest patelnia w moim własnym domu. Zaczęłam od salonu gdzie upatrzyłam dosyć sporą kolekcje filmów. Idealne, na wieczory z Katniss i Paul'em. W kuchni przejrzałam wszystkie szafki, co zajęło mi trochę czasu z uwagi na ich ilość. Na dole były usytuowane 2 pokoje gościnne z łazienkami i gabinet oraz sypialnia taty. Zapoznając się dokładnie z parterem weszłam na piętro. Poza moim pokojem znajdowały się tam jeszcze 3 pomieszczenia. Na dwojgu drzwi były tabliczki z imionami mojej przyjaciółki i chłopaka. Nie weszłam do nich, gdyż na pewno jeszcze się nie rozpakowali i nie spodobało by im się moje myszkowanie. Został tylko jeden pokój. Gdy nacisnęłam klamkę moim oczom ukazało się pomieszczenie wypełnione wysokimi regałami z książkami. Biblioteczka.. Na środku pomieszczenia stała kanapa i dwa masywne fotele. Wszystko w gotyckim stylu, co mnie ucieszyło. Jedna ze ścian była oszklona i wychodziła na taras z widokiem na ogród. Przechadzałam się tak gdy moim oczom ukazała się para tajemniczych drzwi. Otworzyłam je i jakie było moje zdziwienie gdy ujrzałam schody. Ciekawość nie pozwoliła mi tego tak zostawić i wspięłam się na górę. To co ujrzałam zaparło mi dech w piersiach. 
Naprzeciw drzwi stał wysoki od ziemi do sufitu regał zapełniony prawie po brzegi. Jestem pewna, że wolne miejsce jest dla mnie na moje książki. Gdy skręciłam w prawo na ziemi zauważyłam gruby materac, na nim 4 duże poduszki i kołdra. Małe grzejniki po obu stronach będą ukojeniem w zimowe wieczory. Widok z okna, które usytuowane było naprzeciw wejścia do pomieszczenia odbierał oddech. Zwieńczeniem całego raju były zwykłe proste lampki, które dodawały romantyzmu i uroku. Bez wątpienia to miejsce jest już moje! Wychodząc zauważyłam klucz na ziemi, który idealnie pasował do zamka w drzwiach. Zabrałam go ze sobą. Zamknęłam drzwi i wyszłam jak gdyby nigdy nic z biblioteczki. W pokoju wypakowałam wszystkie moje rzeczy z toreb i walizek do garderoby i porozrzucałam po pokoju. Ostawiłam laptopa razem z ładowarką oraz aparat na biurko. Rzeczy od mojego Nikona schowałam do komody.  Gdy już wszystko było jako tako na swoim miejscu postanowiłam napisać do Katniss i Paul'a kiedy będą, bo nie wiedziałam kompletnie co mam ze sobą zrobić. Wyciągnęłam telefon z torby i weszłam w wiadomości. 




Zablokowałam telefon i rzuciłam go na łóżko. Wzięłam z łazienki bandaż i dokładnie owinęłam nim żebra. Gdy brałam laptopa z zamiarem przejrzenia zdjęć z lotu i jeszcze z Polski przypomniało mi się o liściku od tajemniczego 'L.' . Kto to w ogóle mógł być? Wyciągnęłam kartkę z torby i ułożyłam się wygodnie na pościeli wcześniej włączając komputer i zakładając moje ulubione grube i puchowe skarpetki w jasnym odcieniu beżu. Kiedy laptop był gotowy do pracy weszłam na Internet, by szybko przejrzeć Twittera. Gdy już widziałam wszystko co chciałam napisałam tylko 'Niezły początek w Londynie! Odwiedziłam już szpital nawet :) A teraz w końcu w domu, rozpakowana. Tylko,że to jeszcze nie koniec niespodzianek!' i zamknęłam przeglądarkę. Skype się logował a ja napisałam tego samego SMS'a do Paul'a. Po chwili dostałam odpowiedź, że poznał w sekretariacie jakiś ludzi od siebie z roku i idą na kawę aby się bliżej poznać. Przeprosił mnie jeszcze jeśli by nie zdążył wrócić tak aby iść ze mną na spacer, który mi obiecał. Położyłam telefon obok i skupiłam się na komputerze. 
Awatar 'L.' ze skype'a
Wpisałam w wyszukiwarkę nazwę jaka była na kartce. Wyskoczył mi jeden wynik. Nazwa się zgadzała. W miejscu imienia było tylko 'L.T.T'. Miałam mętlik w głowie, co z tym zrobić. Zdjęcie też mi dużo nie dawało, bo mógł ten ktoś ustawić sobie kogokolwiek. Tylko coś to nazwisko mi mówiło. O ile to było nazwisko. Co mi szkodzi. Jak to będzie jakiś dziwak to go zablokuję i po kłopocie. Kliknęłam aby dodać go do znajomych i tutaj zaczynały się schody. Co ja miałam napisać? Po chwili namysłu zaczęłam stukać palcami w klawiaturę: 'Hej. Może to wyda się dziwne, ale znalazłam w szpitalu liścik. Napisane na nim była godzina 9 pm i twój login do skype'a. Piszę jednak wcześniej, bo nie daje mi spokoju kim jesteś. Mam nadzieję, że nakarmisz moją ciekawość i powiesz mi co masz tak ważne do zakomunikowanie mojej osobie :) ' I wyślij. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak czekać na odpowiedź od niego. Wzięłam wyciągnęłam kartę z aparatu i włożyłam do komputera i czekając aż zdjęcia się zgrają do odpowiednich folderów zeszłam na dół do kuchni po coś do przegryzienia i po jakieś picie. Teraz po moim wcześniejszym małym rekonesansie wiedziałam co gdzie znajdę. Wyciągnęłam z szafki wielką paczkę (dosłownie, ona jest ogromna, jak duża paczka chipsów) czekoladowo-orzechowych ciastek i złapałam 2 duże kubki mrożonej, karmelowej kawy z lodówki. Wyciągnęłam z apteczki też przeciwbólowe leki i małą butelkę wody, jakby mnie coś zaczęło boleć,bo przecież wyszłam ze szpitala, a po nim zawsze coś boli. Tak obładowana wróciłam do pokoju. Ułożyłam wszystkie smakołyki na szafkę nocną a sama zaległam znowu przed laptopem. Wszystkie zdjęcia były już w folderach. Ponad 3 tysiące..To będzie długa noc, dzięki. Otworzyłam kawę i upiłam z niej łyk zagryzając ciastkiem. Mmm niebo.. Włączyłam program do zdjęć i zaczęłam się bawić..

***
Jeden kubek kawy, pół paczki ciastek(czujecie ile to kalorii..) i 1369 zdjęć później..

Moje oczy odmawiają już powoli posłuszeństwa. Głowa jak i żebra zaczynają dawać o sobie znać. Właściwie odczuwałam lekki ból w całym ciele. Nie wiem czy powinnam winić to, że spędziłam prawie 6 godzin w jednej pozycji obrabiając, podpisując i wstawiając zdjęcia oraz przeglądaniu stron: weheartit, tumblr, youtube i wielu wielu innych. Już miałam wyłączać komputer i kłaść się spać gdy zamigotała mi ikonka skype'a powiadamiając mnie, że ten tajemniczy ktoś akceptował moje zaproszenie. Nie minęła chwila a wyskoczyło mi : L.T.T dzwoni . Z lekkim wahaniem akceptowałam i do moich uszu dotarła cisza urozmaicona tylko czyimś oddechem i pohukiwanie sowy. Sowy? Serio? Czy ty człowieku w lesie jesteś? Stwierdziłam, że on nie ma zamiaru się chyba pierwszy odezwać, więc przejęłam stery.

- Cześć? Jest tam ktoś czy mam przyjemność gadać z hukającą sową?- powiedziałam. Usłyszałam cichy chichot i po chwili do moich uszu dotarł wspaniały baryton od którego pojawiła mi się na ciele gęsia skórka.

- Dobry wieczór, nie nie masz przyjemności rozmawiać z sową. Zanim zaczniemy rozmawiać to muszę się upewnić. Powiedz mi jak co się stało, że trafiłaś do szpitala? 

Słucham?! 

- Emm gdy byłam z przyjaciółką na rowerach w parku koło London Eye na drogę wpadł mi chłopak. Niestety mimo, że starałam się wyhamować to uderzyłam w niego i przeleciałam przez kierownicę przyjmując dosyć nieprzyjemne spotkanie z chodnikiem. Skończyło się tym, że przez lekki wstrząs mózgu spałam 2 dni. Wyszłam dzisiaj rano ze szpitala z kilkoma złamanymi żebrami z lekkim przemieszczeniem i siniakami. Coś jeszcze?- warknęłam. Patrzyłam na jego zdjęcie oczekując jakiejś odpowiedzi od niego, ale nic takiego nie nadeszło. Po chwili na ekranie ukazała mi się postać chłopaka. Siedział on tak jak ja po turecku na łóżku. Miał na sobie granatowe rurki podwinięte do kostek i do tego zwykły biały T-shirt, który mimo, że chłopak siedział, uwydatniał jego mięśnie. Brązowe włosy i grzywka  wyglądały jakby wyszedł z turbiny powietrznej. Mocno zarysowana męska szczęka i zgrabny nos dawały mu jednocześnie uroku jak i seksowności. I na sam koniec najważniejszy element jego twarzy. Oczy. Te wspaniałe niebieskie oczy, które teraz były widocznie zmęczona i które widziałam zanim straciłam przytomność w parku. Mogłabym się wpatrywać w nie godzinami. Jednak chłopak przerwał tę chwilę w końcu coś mówiąc. 

- Przepraszam jeśli Cię zdenerwowałem, ale musiałem się upewnić, że to ty. Dziewczyna dla której zostawiłem tą kartkę miała się odezwać wczoraj. Nie sądziłem, że przeze mnie będziesz leżeć nieprzytomna dwa dni. Chciałem Cię przeprosić za to, jest mi strasznie głupio i przykro. Mam nadzieję, że jednak nic poważnego Ci się nie stało. Jezu tak się bałem, że się nie odezwałaś wczoraj. Odchodziłem od zmysłów, chciałem iść do Ciebie do szpitala, ale praca mi nie pozwalała. Na prawdę przepra...

- Przestań w końcu gadać! Rozumiem, że przepraszasz, że jest Ci przykro. Nic takiego się przecież nie stało- odpowiedziałam spokojna i lekko się uśmiechnęłam. Taka była prawda, nic takiego aż się nie stało i to na pewno nie była jego wina tylko moja bo nie wyhamowałam ani nawet nie skręciłam. 

- Nic się nie stało?! Dziewczyno ty prawie się tam wykrwawiłaś! 

- Ale nic mi nie jest! 

- Jak to nic. Przecież mówiłaś o wstrząsie mózgu i żebrach i siniakach! 

- To była moja wina i to ja powinnam Ciebie przepraszać tutaj a nie ty mnie! Przecież to ja w Ciebie wjechałam! 

- Nie, to była moja wina! Powiedz co mam zrobić żeby Ci to wynagrodzić. Zrobię wszytko! 

- Wszystko?-zaśmiałam się 

- Wszystko! 

- To przestań w końcu mnie przepraszać. Wybaczyłam Ci to chociaż to i tak moja wina w tym leży. A teraz przyjmiesz to ładnie do siebie i się przedstawisz. 

- Ugh! No dobrze, widzę, że nie wygram z tobą. Tylko ja mam jeszcze warunek abyś się pokazała. Ty się pokażesz a ja się przedstawię. 

- No dobrze tylko się nie śmiej, bo od prawie 6 godzin siedzę w jednej pozycji i mogę wyglądać dziwnie, bo od tych ponad 5 godzin nie spojrzałam ani razu w lustro..

- Nie przesadzaj. Nie może być tak źle- zaśmiał się tym wspaniałym głosem

Nie dając mu już odpowiedzi przeczesałam włosy palcami i nacisnęłam ikonkę kamerki, by chwilę później ujrzeć swoje odbicie w komputerze. Miałam lekko podkrążone oczy ale to tylko tyle. U chłopaka na ustach pojawił się uśmiech kiedy tylko mnie ujrzał. Zarumieniłam się wściekle na to. 

- No witaj, piękna. Miło Cię poznać- odpowiedział seksownym głosem starając się mnie pewnie poderwać, co skutkowało powiększeniem się rumieńca na mej buzi. 

- Przestań! Z tego co wiem to miałeś się przedstawić. 

- Te rumieńce dodają Ci uroku, nawet przez kamerkę. Jestem Louis. 

- Okej Louis Tomlinson, a to kolejne 'T' w twojej nazwie to skrót od czegoś? 

- Nie. To jest po prostu pierwsza litera ksywki. Tommo, tak mnie nazywają przyjaciele albo Lou, jak kto woli - słodko się uśmiechnął a moje serce zaczęło szybciej bić na ten widok- Louis Tommo Tomlinson. Teraz twoja kolej, mała

- Moje imię niech pozostanie na razie tajemnicą Louisie.

- Dobrze, ale wiedz, że wolałbym wiedzieć jak się nazywa tak piękna dziewczyna z którą przyszło mi rozmawiać mimo takich dziwnych okoliczności. A propos, ładne nogi- puścił mi oczko a ja nie wiedziałam, że mogę się tak zarumienić. Teraz mi się przypomniało, że jestem w szorkach i widać mi całe nogi- Nie wątpię, że Twoje imię jest lepsze od mojego, dlatego chciałbym je poznać- dalej się szeroko uśmiechał. Też nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. 

- Wszystko w swoim czasie, Louisie. 

- Tylko mam nadzieję, że nie będę musiał długo czekać, piękna..

I tak zaczęliśmy rozmawiać. On co jakiś czas mówił mi komplement a ja się o nie kłóciłam starając się zignorować czerwień na mojej twarzy. Opowiadał mi co lubi, jakie filmy, książki czy jedzenie. Tylko omijał temat pracy. Nie wnikałam. Jeśli kontakt się utrzyma to kiedyś mi o tym powie. Słuchałam go podjadając ciastka i pijąc kawę. Śmiał się, że tyle jem i powiedział, że jego przyjaciel też dużo wcina i, że nawet więcej ode mnie. W pewnym momencie wszystko znowu zaczęło mnie boleć, albo bolało mnie nadal tylko wcześniej nie zwracałam na to uwagi. Wzięłam tabletki i musiałam przez 10 minut znowu mówić Lou, że ten wypadek nie jest jego winą i zakazać mu przepraszania mnie. Położyłam się na brzuchu kładąc przed sobą laptopa i słuchają jak Louis mówił jak jego przyjaciele ostatnio wygłupiali się nad morzem. Nawet nie poczułam jak oczy zaczęły mi się same zamykać. Ostatnie co słyszałam to słowa Lou mówiącego Słodkich snów, piękna.. I odpłynęłam do krainy Morfeusza niesiona lekami przeciwbólowymi i wspaniały głosem chłopaka..  

Louis's POV 

Siedziałem na łóżku opowiadając praktycznie obcej dziewczynie o moim życiu. Nie wiedziałem jak może zareagować na wieść o tym, że moją pracą jest śpiewanie w zespole. Nie poznała mnie czyli jest możliwe, że mnie nie zna. Cieszyłbym się gdyby była fanką, ale jednak w duchu wolałem poznać dziewczynę, która pozna mnie a nie człona One Direction. Wracając do tajemniczej dziewczyny. Widziałem jak jej śliczne czekoladowe oczy się powoli zamykają gdy tak leżała na łóżku słuchając każdego słowa jakie wypłynęło z moich ust. Uśmiechnąłem się po raz milionowy w czasie naszej rozmowy. 

- Słodkich snów, piękna. 

Wyłączyłem laptopa, zdjąłem ubrania do bokserek i położyłem się do łóżka z myślą jak taka mała, niewinna dziewczyna poznana przeze mnie przez wypadek w parku mogła zawrócić moim światem zaledwie podczas kilku godzin rozmowy...

***


WRÓCIŁAM PYSIAKI! 

Witam was po prawie dwumiesięcznej przerwie. 
Niestety mamy koniec wakacji i jeszcze tylko tydzień i wraca szara rzeczywistość. 
Cieszę się, że ten rozdział wyszedł długi :) 
Ten kto się mniej więcej orientuje jak wyglądał blog wcześniej zauważy zmiany a jeśli nie - mam nadzieję, że podoba Ci się wygląd :) 

Liczę na szczere opinie i przepraszam, że tyle to zajęło. 
Mam nadzieję, że mi wybaczycie. 

Masz Twittera? To dodaj mnie do obserwowanych :) 
Masz pytanie? Śmiało, nie krępuj się i zadaj mi je na asku :) 
Podoba Ci się mój blog? Dodaj go do obserwowanych i poleć znajomym. Może im też się spodoba? Kto wie :) 


Widzimy się wkrótce, pysiaki :)

/Aleksa.

Only 9 days until start of school? 

1 komentarz:


  1. Hej! Chciałyśmy zaprosić do odwiedzenia i skomentowania pierwszego rozdziału na naszym blogu :) http://aslongasyouloveme-fanfiction.blogspot.com/

    + Zwiastun : As Long As You Love Me - fanfiction

    Fabuła : The Imperial College of Science, Technology and Medicine jest publicznym uniwersytetem znajdującym się w Londynie. Specjalizuje się w dziedzini nauki, inżyniernii oraz medycyny. To właśnie tam od połowy roku szkolnego będą uczęszczać Danielle i Cassie, które są dla siebie jak siostry.
    Niall i Harry , chłopaki z którymi nikt nie zadziera. Spotkają się dwa różne światy. Życie przyjaciółek bardzo się zmieni. Danielle i Cassie będą miały poważne problemy. Chłopaki namącą w głowie dziewczyn.
    Czy wszystko dobrze się skończy ?

    OdpowiedzUsuń